Życie malowane skrawkiem nieba – Przemijanie podwórek – Maciej Ossian Kozakiewicz (część V)

nie, Maj 8, 2011

Aktualności, Ludzie

Życie malowane skrawkiem nieba – Przemijanie podwórek – Maciej Ossian Kozakiewicz (część V)

4. Wzorce

Nigdy nie będę pionkiem w dziwnej i niezrozumiałej dla mnie grze pt. „Zapomnieć”. Mieszkając w Rybniku starano się za wszelką cenę żebym stał się ślązakiem, żebym zapomniał o korzeniach, o tym że jestem stamtąd.

Egoizm człowieka polega na patrzeniu na świat tylko przez pryzmat własnego myślenia. Pierw jest to poza, ale po jakimś czasie osobowość takiego człowieka się zmienia na tyle, że już nie potrafi myśleć inaczej i co najgorsze, już nad tym nie panuje. Myśli, że robi wszystko normalnie.

Musiałem być kimś innym. Kimś sztucznym i wymyślonym, stworzonym na nowo.  Mój ojciec w przekazach był złym człowiekiem. Może i tak było, nie mnie go oceniać. Nie mogąc się ustosunkować do rysowanego wizerunku, nie uwierzyłem. Teraz,
z perspektywy prawie całego życia już mnie to nie obchodzi. Dla mnie był, i tyle. Dzisiaj też jest. Jako mężczyzna, który był moim ojcem.

Ojciec, tato…. Jakże puste nic nie mówiące słowa. Nie znam tego pojęcia. Jest tak samo obce jak polichlorek winylu albo relatywność czasoprzestrzenna…

A przecież go szukałem i … bałem się go znaleźć. Jednak coś ciągnęło mnie w jego stronę, może biologia. Nasze geny są bardzo silne, wiem o tym, nie da się tego zmienić

Pewnego dnia, jako chyba osiemnastolatek pojechałem do ojca do pracy. Siedział przy jakichś projektach graficznych. Przywitał się, rozmawialiśmy. Nie zionął ogniem. Po rozmowie wiedziałem. Chciał zapomnieć o tym rozdziale swojego życia, ale nie dał mi wprost sygnału, a ja go potrzebowałem.

Co ciekawe mój bunt zaczął się bardzo wcześnie i wyrażał się, jak u dziecka, naiwnie. Zresztą, miałem powody, o których nie będę tu pisać.

Jednak bunt ewoluował. Im byłem starszy tym wyciągałem większe działa.

Każdy ma wzorzec dzieciństwa. To może być wszystko. Sposób zachowania. Zapach dochodzący z kuchni, smak potraw. W ciągu życia czasami przychodzi. Gdy wtedy się zamknie oczy to odbywamy podróż w czasie i znajdujemy się tam.
W miejscu gdzie wzorzec występował. Miałem kilka takich chwil w życiu.

Pamiętam po maturze Wojtka pojechaliśmy to uczcić do Krakowa. Nie wiem czy najlepszą formą takiego uczczenia była knajpa ale weszliśmy. Znowu łapię się na tym że to Bóg tak nas prowadził. Jakby kazał sobie przypomnieć jak to było, gdy babcia Janina żyła i krzątała się po kuchence.

Zamówiliśmy. Wziąłem rosół z kluseczkami wątrobianymi. Gdy spróbowałem pierwszą łyżkę, musiałem zamknąć oczy. To był ten smak. Smak z kuchni babci Janiny. Znowu stałem się małym Maciusiem, który podjadał z garnków. Zobaczyłem cały nasz maleńki pokoik z wszystkim, co tam się znajdowało. To był jeden z moich wzorców.

Powtórzyliśmy z Majką to w tym roku. Ta sama knajpka, ten sam rosół. To samo uczucie…

Teraz, gdy patrzę na starą fotografię ciotki Zosi z Prokocimia przesłaną przez kuzyna Adama, przenoszę się tam, do tego domu gdzie mieszkała i gdzie spędzałem część swojego małego życia. Czuję zapach kuchni wypełnionej meblami, kwiatami wchodzącymi z werandy do środka i wijącymi się po kredensie. Pamiętam, że hodowała araukarie, były dwie pod oknem w pokoju. Zawsze cieszyła się gdy przychodziłem zziajany spacerem z Podgórza do Prokocimia albo przynajmniej spacerem całą długością ulicy Bieżanowskiej.

Pokój z kolei przypominał mi ciotkę Zosię i Dziadka Włodka. Z całej siódemki rodzeństwa oni chyba byli sobie najbliżsi, mi też.  W tym domu jeszcze mieszkała siostra Zosi i Włodka, Helena i wdowa po Janie, Olga ale je pamiętam jak przez mgłę.

Dziadek przeważnie siadał na fotelu pod zegarem. Chyba było mu tu dobrze, bo
z babcią Heleną, drugą jego żoną, nie układało mu się najlepiej. Nawet ja, wtedy smarkacz wyczuwałem to z kilometra. Tu odżywał, wśród swoich obrazów i zdjęć wiszących na ścianie. Niemych świadków całej historii Kozakiewiczów.

Ogród za domem pachniał dla mnie porzeczkami i agrestem. Tam dziadek opowiadał mi o Przemyślu. Dzisiaj wiem że tęsknił do swojej pierwszej żony, która umarła mając dwadzieścia cztery lata na białaczkę zostawiając mu dwie córki, Krystynę i Hankę.

Teraz tylko garść zdjęć cudem zdobytych przypomina mi tamte chwile.

Wśród moich trofeów rodzinnych jest jedno zdjęcie dziadka Włodka z paletą w ręce, przed obrazem, troszkę upozowanego ale to dowód, jedyny dowód, że mamy to
w genach. W liście od Zosi, jak się urodził mój Wojtek pisała że to kolejne pokolenie
z bożym darem do malowania.

Miałem za to dobre wzorce muzyczne.

Najpierw karmiono mnie Beatlesami, Brendą Lee, Rolling Stonesami a potem już sam odkrywałem nowe lądy muzyczne. Matka się wściekała na moją muzykę, no cóż, konflikt pokoleń był, jest i będzie.

Maciej Ossian Kozakiewicz V

, , , , , , ,

Ten wpis został dodany przez:

- napisał 186 artykułów na www.Malago.pl – Twoje centrum malarstwa.


Profil autora

Oceń ten wpis:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 głosów, średnia: 4,00 na 5)
Loading...

Dodaj komentarz

*