Życie malowane skrawkiem nieba – Przemijanie podwórek – Maciej Ossian Kozakiewicz (część IV)

wt, Maj 3, 2011

Aktualności, Ludzie

Życie malowane skrawkiem nieba – Przemijanie podwórek – Maciej Ossian Kozakiewicz (część IV)

3. Powrót

„Podwórka” to tomik poezji Marty.

Pisany pięknym językiem, okraszony moimi pracami jest mi wyjątkowo bliski. Tam jest moje podwórko, oto one:

PODWÓRKO PORZUCONE – RĘKAWKA 14

Powiedzieć, że wyszedłeś tak po prostu –

byłoby nieprawdą.

Wychodzi się pospiesznie

a jednak

pomimo wszystko

w zgodzie z okolicznościami

niestety

pozornie

W każdy dzień tygodnia

coraz to inaczej wychodzisz na zawsze

ze swojego podwórka,

aby w niedzielę

przelatywać w snach

nad dzieciństwem.

Na podwórko spadają wtedy

podarowane,

intymne krople deszczu.

Łzy – zachowujesz na gorsze czasy.

Czas bezpośrednio przed wernisażem jest dla mnie czasem bardzo szczególnym. Obrazy wiszą, zastawiony stół czeka na gości, kilka osób kręci się już po sali
w Centrum Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu. Przez uchylone drzwi biura dr Joachima Russka patrzę na twarze przybywających. W większości obcych. To raczej goście Marty. Cóż się dziwić, to przecież jej wieczór ozdobiony tylko moimi obrazami.

Zaczęło się, trzeba wejść.

Kolejne moje marzenie się spełnia. Wejść z krakowskimi artystami na podium. Wejść jako krakus. Niech widzą, że jestem stąd. Jestem…

Pomimo ciągłego wbijania mi w głowę, że będę nikim – jestem!

Lecą wiersze Marty jak krakowskie gołębie. Wiersze malują klimat podwórek, mojego też. No i spadły podarowane przez Martę dla mnie intymne krople…

Chodzę wśród patrzących na obrazy. Wyławiam strzępy zdań, słów. Nie to jest dla mnie ważne. Najważniejsze, że tu jestem.

Ktoś zadaje mi pytania, ktoś gratuluje, ktoś robi zdjęcia, ktoś podsuwa tomik Marty do podpisu. Trochę mi głupio, ale podpisuję.

„Jednak Kraków to duża dziura” słyszę za plecami. Odwracam się. Za mną stoi Kobieta i się do mnie uśmiecha.

„Kraków to duże miasto” odpowiadam beznadziejnie.

Zaprzeczyła.

„Wszyscy się znają, wszyscy o wszystkich wiedzą” ciągnęła.

Sięgnąłem do pamięci własnych komórek, ale nie przychodziło mi do głowy, kim jest ta kobieta.

Dowiedziałem się wreszcie. Przedstawiła się.

Jak przez mgłę doszło do mnie, że to osoba z mojego dzieciństwa.

Kuzynka, dalsza krewna, w tym momencie to nie było ważne. Była częścią mojego dzieciństwa. Pamiętam, jak byłem u niej na Dębnikach.

„Dziadek Włodek? A jakże, pamiętam doskonale”

„A ciotka Czekierukowa?”

„Mam z nią kontakt do dzisiaj, to znaczy z jej córką, też cię pamięta. Chciała być na wernisażu, ale nie mogła. Zaprosiła nas na herbatkę” dodała.

„Gosiu musimy się umówić i pogadać, tak tego nie puszczę”

Zgodziła się. Spotkaliśmy się na następny dzień rano.

Kawiarnia, opary dymu papierosowego i my.

Strzępy wspomnień, ale jakieś sztuczne, bez charakteru. To ta dziura, która powstała pomiędzy moim dzieciństwem, a teraźniejszością. Już nie do zasypania nawet jakbyśmy się bardzo starali.

Gosia mówiła, że dziadek bardzo przeżywał mój wyjazd. Chyba został tak jak ja,
z dziurą w życiu. Kochał mnie bardzo.

Obydwaj staliśmy się sierotami, bez podparcia. Obaj zaczynaliśmy życie od nowa. On w sile wieku, ja – smarkacz nie mający pojęcia do końca, co się wokół mnie dzieje.

Zastanawiam się, czy staliśmy się z Gosią znowu kuzynami. Gdzieś głęboko w historii nasze gałęzie się rozłączyły…

Nie da się ukryć, nowa rzeczywistość mną zawładnęła na dobre. Znowu stałem się częścią Krakowa, przynajmniej na jeden dzień.

Golgota

Golgota

, , , , , , , , , ,

Ten wpis został dodany przez:

- napisał 186 artykułów na www.Malago.pl – Twoje centrum malarstwa.


Profil autora

Oceń ten wpis:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (Brak głosów)
Loading...

Dodaj komentarz

*