MÓJ PRZYPADEK, Jak mogę widzieć świat mojego malarstwa!?…

czw, Sie 6, 2009

Ludzie

MÓJ PRZYPADEK, Jak mogę widzieć świat mojego malarstwa!?…

Edward Siekierzyński

Zagarniam pamięcią obszar tej abstrakcji jaką jest czas… Są takie dni, słoneczne, leniwe sobotnie popołudnia, gdy przy uchylonym oknie słyszę dalekie życie miasta… Półleżąc, jak biesiadujący Etrusk, wsparty na łokciu piszę właśnie te wyrazy… Odgłosy kroków na chodniku za oknem… i te dalekie silniki samochodów – doszedłem swego czasu do wniosku, że nie znoszę motoryzacji, która ciągle wydaje mi się wynalazkiem głównie niebezpiecznym i zbyt nerwowym, nasilającym syndrom człowieka zamkniętego w klatce, syndrom ów można zauważać w gestach i w minach kierowców… ostatnimi czasy usta kierowców układają się jak do wymawiania spółgłoski „ef”… nie lubię też budzików, telefonów, a w szczególności telefonów komórkowych, nie znoszę też radia i telewizji za epatowanie odbiorców zbrodnią i katastrofą, nie znoszę też internetu za nachalne śmiecie w nim funkcjonujące i za to, że swą sieć zarzuca na mózgi i na razie je z lekka krępuje i uzależnia, niczym licealistę komunikacja miejska… ale to wszystko, to dopiero początek ery Aniołów-dozorców-cieci systemu…

Wieszczę – stanie się tak w pewnej chwili, że wszystkie te śmiecie będą policzone, zważone i… rozproszone… ku wielkiemu niezadowoleniu żerujących na wyższych uczuciach i na zwykłej ciekawości też…

Zagarniam pamięcią czas, zawsze już przeszły i wydaje się, że widzę obrazy jeszcze sprzed swego urodzenia – ja w łonie matki… ja widzę siebie gdzieś z boku, jak z niezadowoloną miną przeciskam się przez jakieś obcisłości, do światła i… widzę obok siebie – siebie i… okno, pokój cały i sąsiadkę z góry, w podomce z czarnej, błyszczącej podszewki… i mówi coś ona… teraz pamiętam, że: – Chłopak!… Masz niedzielnego chłopaka!…

Była niedziela, piątego marca, pięćdziesiątego roku, godzina 12:35… ojca nie było, ojciec poszedł po akuszerkę, akuszerka przyszła już po fakcie… mówili na nią Margancówka, bo miast nadmanganian potasu, mówiła w swoistym skrócie: margancówka… chciała mi podciąć język, bo wydawał się jej za krótki, matka pogoniła akuszerkę razem z jej zamiarem… ale tylko słownie i usta nie układały się jej wtedy prawdopodobnie w wymawianie spółgłoski „ef”, bo w owych czasach taka wymowa była obca klasowo…

Untitled-2

Moi Rodzice – Irena i Kazimierz, rok 1929, Warszawa.

Zagarniam kolejny raz pamięcią, niczym radarem sięgającym w przeszłość, w ten tunel wieczności, jak odbicia lustra w lustrze… w dzieciństwie robiłem właśnie takie doświadczenia, zaglądałem w odbicia lustra w lustrze, zaglądałem w nieskończoność, która z jasności przechodziła w zielonkawy mrok… otwierała się przed moimi oczami tajemnica zwierciadła podsycana jeszcze przez chłopaków z podwórka:

— Jak będziesz tak zaglądał w te lustra, to zobaczysz tam diabła! – informowali mnie z wielkim przejęciem, co raczej mnie nie straszyło a nasilało chęć poznania…

Może nie chodziło tu o poznanie diabła, ale raczej tej głębi nieskończonego, ciemniejącego szafiru…

W tej chwili, błogiej przez to pisanie, sięgam przez ową zieleń, przez ten szafir do okresu lasów skrzypowych, widłaków, gigantycznych paproci, bagien, bulgotów metanowych, snujących się nad tym wszystkim oparów… jaki zapach miało wtedy powietrze? Czy tylko nazwać by to można smrodem, odorem i bardziej wyszukanie –  fetorem?… Podobno, kilka połączonych smrodów, daje czasami cudowny aromat…    Jakie dźwięki przenikały te przestrzenie, jak skrzyły się w słońcu skrzydełka błonkoskrzydłych i motyli, ile było gatunków mrówek?… Jakie barwy dominowały?…

Potem, potem… po dinozaurach… zaczął się człowiek i coś nam tajemniczo sugeruje, że wtedy nie po raz pierwszy… W złożach węgla i w skałach trafiają się dziwne artefakty… wykonane, zda się, z jakąś myślą przewodnią, jakieś narzędzia?…

Uczeni uważają je za fałszywki, za przypadek… nie chcą komentować, bowiem komentarze zachwiały by ich karierą, bowiem jest to zakazana archeologia… więc raz już tu byliśmy, czy nie!?… Już raz coś było i zostało rozproszone!?…

Mrużę oczy i zaglądam do jaskiń… Już jest okiełznany wstępnie ogień, już służy też jako oświetlenie, jako światło tańczące, pełgające po skalnych ścianach… w tym świetle widać postać zwalistą z narzuconą na plecy skórą zwierzęcia… postać czymś smolistym kreśli na skale rysunek osaczonego przez myśliwych tura… to dopiero ma się stać jutro… wszyscy myśliwi rysują dzisiejszego wieczoru jutrzejsze polowanie… Gdy się poszczęści, powstanie tym razem już obrazkowy reportaż – upamiętniające podziękowanie Temu Wszystkiemu, co było przychylne…

Malarstwo jaskiniowe – pierwsza forma modlitwy, pierwsza forma zaklinania czasu, podświadome dążenie do sprzężenia kwantowego, by wpłynąć na rzeczywistość, by bieg rzeczywistości przyjął taką a nie inną postać, by się spełniło, by było pożywienie, by przetrwać… Przetrwać?… Ale w jakim celu?… Czy jaskiniowiec miał swój plan samorealizacji w swoim krótkim życiu?… Czy stresy mogły pchać go do samobójstwa, czy raczej miał nerwicę w granicach normy, czy miewał migreny?… Rany, złamania, to był już chyba kres ówczesnego życia, by się realizować praktykowano rytualny kanibalizm bliskich zmarłych z plemienia, tak sobie wyobrażano najprawdopodobniej kultywowanie rodu przez fizyczne wchłanianie przodków, by ich dobre cechy były dziedziczone…

Strach przed niewiadomym po śmierci wykreował szamanów, którzy intuicyjnie zwracając się w stronę przyrody, która była ich pierwszym bogiem po Słońcu, zaczynali metodą prób i błędów praktykować z ziołami i z ich mieszankami wiedząc, że tworzą swą tajemnicę, swą gnozę, a to staje się legitymacją do władzy, tego najbardziej pociągającego narkotyku…

Tak więc przyjmuję, że tworzenie obrazów naskalnych było zaklinaniem rzeczywistości, która ma się stać i która się stała… Po ciągu tysiącleci malarstwo jest tym samym… Artysta jest swego rodzaju szamanem, spójrzmy na ideę Vedic Art`u…

Tu artysta nie wie, że jest artystą… ćwiczenia jednak wprawiają praktykującego w zdumienie, jaką potencją twórczą dysponuje! To zdumienie ma też podobno właściwości terapeutyczne, stanowi rodzaj wyzwolenia i katharsis…

Zdobienie przedmiotów, czy swego ciała, to też zaklinanie, łagodzenie, układanie, odstraszanie, przyciąganie, tworzenie nastroju… Zdobienie arabskie i europejskie, czy azjatyckie i z obszarów pozostałych na Ziemi, ma ten sam cel – obłaskawianie rzeczywistości…

Obraz, który przedstawia chaos też wprowadza ład, bowiem chaos jest tylko na tym obrazie zamkniętym w materialnych ramach. Gorzej, gdy obraz dla odbiorcy go oglądającego stanie się katalizatorem tworzącym nieład psychiczny oglądającego, obraz odbezpieczy w widzu pokłady agresji werbalnej, czy fizycznej… zależy jaki rodzaj pojęcia estetycznego ma w sobie wykształcony dana jednostka…

Tworzenie obrazów, to sięganie poza siebie i w siebie, to odmienne stany świadomości, mieszanka pamięci przedurodzeniowej i tej – tu i teraz. Mieszanka snów i jaw  i… tej obawy – co będzie u kresu za tą zasłoną i… czy ta zasłona w ogóle jest!?…

W 1970, w październiku, za część pierwszej wypłaty kupiłem farby artystyczne olejne i na płótnie zagruntowanym wtedy pokostem, o formacie 45x63cm namalowałem pierwszy mój obraz, była to po części martwa natura, po części krajobraz…

W lewym górnym rogu jest okno, za którym jest widok pustkowia i zachodzące słońce, na pierwszym planie metalowy świecznik ze zgaszoną świecą, przy świeczniku leży zamknięte pudełko zapałek…

Untitled-3

– Tchnie z tego obrazu smutkiem, samotnością i beznadzieją – mówiono

– Ale przecież jest świeca i pudełko z zapałkami – odpowiadałem – można w każdej chwili zapalić świecę, świeca stoi w oknie, więc chyba może być sygnałem dla kogoś i drogowskazem – ciągnąłem

– A skąd wiesz, że w pudełku są zapałki!?

– Wiem, że są… ja wiem!…

I na tym właśnie polega magia malarstwa, by wiedzieć jaki potencjał mają przedstawiane przedmioty i sytuacje, co promieniuje z chmur, co tworzy tym promieniowaniem magię tu i teraz. Malarstwo, to ciągłe odkrywanie tajemnicy.

Tu zacytuję  dr Agnieszkę Bieńkowską pracownika Uniwersytetu Warszawskiego:

„Chęć żywienia się tajemnicą otaczającą życie będzie prawdopodobnie istniała tak długo, jak długo człowiek będzie wierzył w istnienie tajemniczych sił i nadnaturalnych zjawisk i będzie próbował na nie wpływać. W naturę człowieka wpisana jest bowiem potrzeba wyjaśniania świata, rozumienia tego co niezrozumiałe, kontrolowania tego, czego kontrolować się nie da (jeszcze). Póki co, świat nauki i świat magii istnieją obok siebie i uzupełniają się, aby dać człowiekowi jasny i spójny obraz otaczającej go rzeczywistości.” koniec cytatu.

Malarstwo, to podświadome, czy nawet nadświadome przedstawianie rebusów, obrazów, których treść jest wprost niewyrażalna słowami, nawet jeżeli nie jest to abstrakcja, a malarstwo przedstawiające. Koneser abstrakcji nie będzie pytał:

– Co to jest!?… a będzie obraz chłonął zmysłami, wrzucał go do swego wewnętrznego kalejdoskopu i bawił się nim, aż do zmęczenia i… będzie uszlachetniał się tym zmęczeniem…

Sięgnąłem jeszcze raz, gdzieś tam za siebie, za siebie niematerialnego i muszę to napisać:

W dzieciństwie zbieram kamyczki…

ze strumieni,

u brzegu źródeł,

nad brzegiem morza,

nad rzeką,

na polach i łąkach…

Nie zbieraj kamieni –

życie będziesz miał ciężkie! –

nawołują na swoje…

A kamyczek mówi:

– Weź mnie, czujesz?… to ty i ja razem, razem z Wielkiego Ognia jesteśmy i…

sobą się staniemy…

Nastał rok 1997, rok komety Hale-Bopp`a… i wtedy, 29 marca około godziny 20:15 zobaczyłem zjawisko zwane UFO… już w to nie wierzę, ja po prostu wiem, że to istnieje!

Widziałem światła na nocnym niebie,

pięć złotoświetlistych elips mocno spłaszczonych…

sunęły bezgłośnie w szyku na południowy zachód…

ufo

Strzałka wskazująca kierunek
przemieszczania się formacji

i nagle w chaotycznych, bezkolizyjnych ruchach znikły na tle Gwiazdozbioru Oriona…

Powiedziałem o tym…powiedzieli, że to nieprawda…

od razu „nie”…

bo co!?…

Nie wiadomo co!…

A ja wiem co –

to jest…  to samo, co było prawdopodobnie wcześniej!…

aha… …? …

Od tego czasu moje malarstwo zmieniło się, tak jak wszystko zmieniałoby się przy poznaniu, odkryciu każdej nieznanej prawdy, która nagle staje się prawdą bez osłonek, ale… bez osłonek do pewnego stopnia… Nie wiem przecież, czy to były statki kosmiczne, czy domeny energetyczne, nie wiem, czy one się wypaliły, czy znikając przeszły za tą hipotetyczną zasłonę, w inny wymiar, nie wiem czy to był wytwór cywilizacji pozaziemskiej, czy fizyczne zjawisko w górnych warstwach atmosfery Ziemi?…   Te wątpliwości, to teraz moje malarstwo, które staje się pełne niby nieistotnych drobiazgów, które w swym tłumie tworzą jednak istotę mojej twórczości…

Już Stanisław Lem miał wizję żyjątek osobno nieważnych, lecz gdy skupiały się w rój, stawały się obiektem-organizmem inteligentnym…

Moje drobne obiekty skupiają się na płaszczyźnie tworząc myśl o dziejącej się przestrzeni… Tworzę ideę tego, co mogło być przyczyną zgaśnięcia tych pięciu obiektów, w ten marcowy wieczór, to czym mogło być przekroczenie zasłony, za którą  świetliste obiekty się znalazły…

Czyż nie można przyjąć, że jest w tym wszystkim moc nadziei!… Nadziei, że z nami tu i teraz nie jest do końca tak, jak to po ludzku tworzymy w swych myślach kanony przetrwania, życia i śmierci… Ale bać się tego, czy być ufnym, że jesteśmy potrzebni Nieznanemu… Tylko jak potrzebni? Jako materiał do produkcji, czy jako spełniający swą kosmiczną misję, a wypadkową spełnienia tej misji ma być objęcie nas dobrem, pięknem i spokojem!?… Ba! Piękno i spokój… A iluż różnych szarlatanów i nawiedzonych robi na tym swe interesy tumaniąc maluczkich?…

W moim malarstwie jest ten ślad, ta sugestia, że… nie wszystko jest takim jakim się wydaje… Czy to, co mi się wydaje, dla kogoś może być pobudzające do refleksji, czy przerażające!? Otóż, może tak być… Ale przerażać może prawdopodobnie tylko ludzi uległych doktrynie wciąż krążącego nad ludzkością rozwiniętego zła, a nie obrazu duszy ludzi i wszelkich stworzeń wraz z kamieniami, jako kosmosu będącego w moim malarstwie w stanie zwinięcia, upakowania, niczym w kompakcie…

Hm… łatwo o tym piszę, gdy jestem jeszcze ciągle w pozycji półleżącej, za oknem po letniej drodze zachodzi słońce, cholerne samochody cichną, udając, że nie są już cholernymi, a ja kończąc pisać to, co powyżej, nie słyszę żadnych telefonów komórkowych, bo to one właśnie są prawdziwą zarazą naszych czasów, niosąc swą technologią zagrożenia zwyrodnień neuropatologicznych i nakręcają spiralę pośpiechu i tym samym stresów, tworzą nerwowość czasów naszych, tworzą syndrom śmierci z przepracowania, co już bardzo wyraźnie zauważa się w Japonii…

Ciągle jeszcze nie mogę przejść obojętnie, bez sarkastycznego, wewnętrznego komentarza, gdy widzę na ulicy, zdających się mówić na głos do siebie osobników!

Ale niech ktoś spróbuje propagować hasła przeciw wynalazkowi telefonii komórkowej, to zobaczy, co mu ten biznes zrobi!… Taka propaganda byłaby wtedy przedstawiana przede wszystkim, jako zamach na bezpieczeństwo publiczne, a nie głos w sprawie wyjaławiania tymi aparatami mózgów, odbezpieczania genetycznie bomb rakowych, tworzenia loterii z chęci posiadania potomstwa itp. A internet, też prócz pożytecznego ma i inne oblicze, tak jak, niestety, wszystkie elementy, którymi jest szpikowane współczesne społeczeństwo – internet może stać się totalnym frontem do walki w cyberprzestrzeni, co wcale nie wirtualnie może dotknąć każdego obywatela, i wszystko co dotychczas dzieje się w tej materii skłania do snucia takich wniosków i wydać się też może, że nie są to wnioski zbyt daleko idące!…

Jeżeli ktoś ma inne zdanie, to dobrze! Proszę pozwolić, że ja pozostanę przy swoim zdaniu odrębnym, co gwarantuje mi wolność słowa i wypowiedzi!

Co to wszystko powyżej ma wspólnego z malarstwem, a w szczególności – z moim malarstwem!?… Otóż, uważam, że nie jest to do końca mój „krzyk na puszczy”, to wszystko to są emocje, a emocje to katalizator plus sprzężenia kwantowego, o którym tu już wspominałem, a ów, w dalszym procesie twórczym, to uzewnętrznianie wypowiedzi w postaci rebusów, obrazów, które –  oczywiście –  nie muszą być dziełami sztuki, ale w moim przypadku – odnoszę wrażenie, że takowymi są, skoro zostałem zaproszony z nimi do tak zacnej Galerii Malarstwa Polskiego!…

Czy twórczość moja może czemuś zapobiec, coś zmienić na tym etapie życia we współczesnym świecie!?… Tak nie sądzę! Ale… części tych wszystkich malowanych rebusów, wszystkich twórców świata sztuki, mogą w końcu, łącząc się w odbieraniu ich przez światowego widza, wywołać u większości ludzi sprzężenie myśli tworzących inteligentny organizm, który może będzie wolny od demagogii i zda się mieć hasło przewodnie, że nie nafta jest najdroższa i żonglowanie mamoną, a najdroższy jest święty spokój!… Lecz tu, znani macherzy, rozpierając się w klubowych fotelach, rzucą w moją stronę: – A wiesz, gnojku, ile kosztuje… święty spokój!?…

Ale demagogia!?… Nieprawdaż!?…

Słyszę więc swój spokój… zerkam na kolejny mój obraz oparty o piec… malowanie przerwałem, by pisać te słowa… Obraz ma wymiary 100x45cm, pion i jest roboczo zatytułowany: „Wizyta trzech bardzo bogatych osobników podczas wiatru panspermicznego”.

Cykl tych formatów, w ilości piętnastu prac przedstawiających to, co może dziać się za zasłoną, za którą znikło pięć świetlistych obiektów, będę przedstawiać sukcesywnie w Galerii Touch of Art, mam nadzieję, że pokażę wszystkie obrazy jeszcze w tym roku…

Resztę dotyczącą malarstwa niech szanowni czytelnicy i widzowie sobie dopowiedzą słowem wiązanym, bądź prozą, albo niech sobie dośpiewają, bowiem w malarstwie nie ma końca określeń zasad i wizji, natomiast przyjęto, że ten początek malarstwa uznanej naukowo cywilizacji, był wtedy… na kamiennej ścianie i ten magiczny początek i porządek w malarstwie pozostanie, tylko będzie – jak wszystko –  ulegać aberracji i to nie tylko chromatycznej…

Edward Siekierzyński

20:52 –  zakończenie, jak się okazało – kilku wątków!

Zapraszamy do Galerii Touch of Art – w naszej ofercie znajdziecie Państwo obrazy Edwarda Siekierzyńskiego: https://www.touchofart.eu/galeria/Edward-Siekierzynski/

,

Ten wpis został dodany przez:

- napisał 43 artykułów na www.Malago.pl – Twoje centrum malarstwa.

Administrator serwisu www.malago.pl

Profil autora

Oceń ten wpis:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (Brak głosów)
Loading...

7 komentarzy dla “MÓJ PRZYPADEK, Jak mogę widzieć świat mojego malarstwa!?…”

  1. admin napisał:

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia miło się czyta.

  2. admin napisał:

    Jako admin potwierdzam. Duża przyjemność czytać wypowiedzi Pana Edwarda.

  3. admin napisał:

    Średni ten Obraz mi sie nie podoba.

  4. admin napisał:

    Bardzo interesujący tekst. Zmusza do refleksji i pomaga w interpretacji Pańskiego malarstwa. Gratuluję!

  5. admin napisał:

    Tak obraz jest trochę taki: ” i… Tchnie z tego obrazu smutkiem, samotnością i beznadzieją”… Ale, – ALE!: Ty odbiorco malarstwa, widzu, masz tu wybór, zapal świecę, światło wiedzy dobra i prawdy w twoich rekach. Obraz nie musi się podobać, ma być przekazem od malarza, nie od odbiorcy, i źle, gdy jest odwrotnie, bo wtedy twórczość zamienia się w odtwórczość i spełnianie cudzych życzeń, a nie w dawanie nowej propozycji, nowej myśli, a takie ma być malarstwo. Malarstwo ma wpływać, ma, jeśli tylko może – zmieniać świat, na: lepszy.

  6. admin napisał:

    Świetnie Pan to ujął. Włąsnie takie malarstwo powinno być.

  7. admin napisał:

    Panie Malerze dla mnie to nie jest smutny Obraz. Czy światło nie było od zarania zwiastunem postępu? A tu sa dwa światła świecy i słońca!


Dodaj komentarz

*