Haloimpresjonizm, a Impresjonizm oraz zjawisko Kontrastu Symultanicznego – dziś.

pon, Gru 14, 2009

Aktualności

Haloimpresjonizm, a Impresjonizm oraz zjawisko Kontrastu Symultanicznego – dziś.

Mamy rok 2009, co dziś myślimy o Impresjonizmie, czym jest dla nas dziś, jak okrzepła jego nazwa, w jakim kontekście teraz Go rozumiemy i gdzie On jest dziś, serio, obecny.
Impresjonizm dla nas współczesnych, to plamki, ciapki przecinki i nie łączymy tego w pierwszej chwili z jego znaczeniem pierwotnym, czyli ulotnością wizji, wrażeniowością, obrazowaniem malarskim samego tylko pierwszego wrażenia rzeczywistości, a realizowanego, jako przekaz przez malarza zupełnie niezależnie od sposobu wykonania obrazu, sposobu (wtedy) położenia farby, czyli nie łączymy już z samą impresją i jesteśmy nieco zaskoczeni po kupieniu kolejnego albumu o tej tematyce, a kupujemy je stale, zaskoczeni – że nieczęsto napotykamy tu obrazy mocno odbiegające od potocznie rozumianego dziś zwykłego – realizmu. Kropki, przecinki, plamki i melanż optyczny – to jest dla nas dziś Impresjonizm, a przecież to – zasługujemy głównie Tendencji Neoimpresjonistycznej i tu potwierdza się wielkie znaczenie tych właśnie, wtedy powstałych prac, które przez swą mechaniczną metodyczność zostały poniekąd słusznie (ale!) niejednokrotnie odżegnywane od prawdziwej sztuki, którą wiąże się z intuicyjnym nienaukowym podejściem oraz indywidualnym do tematu – niezmiennie jednak to właśnie Neoimpresjonistom zawdzięczamy bardzo wiele i są to, co ciekawe same najważniejsze dziś ogólniki ułatwiające zrozumienie całego owego gatunku sztuki.
A skoro tak wiele jest w książkach albumach o Impresjonizmie zwykłego realizmu, to tym mocniej zaznacza się w tym zbiorowisku sztuki twórczość ortodoksyjnie wtedy wiernych raz obranej konwencji malarzy takich jak Claude Monet i Mary Cassatt. Słuszność obierania kierunków w sztuce i organizowania się w grupy potwierdza dziś – popularność albumów zbiorowych o tej jednej tematyce, a znajdujących się, też dziś niemalże w każdym nawet supermarkecie, gdzie choć jedną półkę przeznaczono na jakieś książki w ogóle. W tym kontekście oczywiście egoistyczne i niezrozumiałe wydają się dzisiejsze w malarstwie dążenia pozbawione ukierunkowania mimo mojej w tej kwestii wielkiej propozycji, jaką jest nazwa i formuła Haloimpresjonizmu oraz niezrozumiałe jest uparte odżegnywanie się od przyjęcia ujednoliconego, określonego i sformułowanego już w tym zakresie przeze mnie słownictwa. Tłumaczyć to rzekomymi zaletami obecnego „braku ukierunkowania”, jako rzekomo będącego jakąś siłą w dodatku pełną zalet i rzekomej wolności – w sztuce obecnej – jest, jak co i raz podkreślam – zwyczajnie złe dla sztuki w ogóle i nielogiczne. Historia się powtarza, tak było i za czasów dawnych, i nie raz, i niestety czas współczesny w tym zakresie się nie różni. Jednak – przetrwali, jako konkretni i silni w swej sztuce ci Impresjoniści ortodoksyjni, przetrwali trzymający się buntowniczej konwencji i są dziś najdrożej sprzedawani, a ci chwiejni i niezdecydowani oraz spolegliwi i pobłażliwi w swym powracaniu – w stosunku do realizmu, dziś wydają się nieszczerzy i nie zupełnie prawdziwi w swej nowatorskości oraz indywidualności. I tak jest, i dziś też, i ci, co łatwiej jakby „zasłużą i dziś na salon” są przystępniejsi w odbiorze i zrozumiali, tak to nazwijmy, jeszcze i dziś wtedy „biją pokłony obecnemu salonowi” i oni to najłatwiej zapominają, że walka z akademizmem była podstawą szczerości tamtej, a podstawą będzie nie mniej i dzisiejszej – czyli obecnej sztuki.
Rodzaj pogardy, który otaczał tamtą formę stopniowo opadł, a który pogardza dzisiejszą, upraszcza i ogranicza do samej tylko halootoczki tę dzisiejszą formę okazuje się zawsze z biegiem czasu transformować do bieguna przeciwnego w rodzaj coraz silniejszego żądania coraz to większej ortodoksyjności (jednak) formuły przekazu i bagatelizuje początkowo po to, by stopniowo (jednak) coraz bardziej nobilitować i jest jakby nieuniknionym mechanizmem dojrzewania w sposobie i percepcji (jakości) widzenia, a dotyczy i malarzy i społeczeństwa odbiorców sztuki. Tak wiec impresjonizm dla nas jest już bardziej sposobem kładzenia farby niż sposobem widzenia. Stosowanie melanżu barwnych struktur w obrazie zdecydowanie nobilituje, tak jak stosowanie nakładania przez superpozycję zdecydowanie nobilitowało, konsekwentnie więc zastosowanie rozgrywek formalnych w obrazie, a wynikających z formuły Teorii Haloimpresjonizmu nobilitować będzie, to nieuniknione i jest to tylko kwestią czasu.
Kiedy jako novum rozpatrywano broszurę Chevreula o kontraście symultanicznym barw dla wielu wydawała się ona wtedy, ale nie dziś dosłownie, jak mówiono: mętna. Rozpatrzmy ją na nowo, zróbmy to też z gradientem marginalnym – kontrastowością na krawędzi, kontrastem na granicy (gradient – jako skok), otóż sama dawna pierwotna dla mnie definicja gradientu ( bo potoczne znaczenie mówi o przejściu płynnym i jego wykorzystaniu), zatem pierwotna – mówi o przejściu gwałtownym, o miejscu wystąpienia gwałtownej zmiany, nie zatem gradient marginalny, lecz gradient – gdy chodzi o płynne przejście, bo to już za wiele wtedy i masło maślane jakby, ale gradient marginalny, gdy mówimy o bezpośrednim sąsiedztwie i wykorzystaniu tego kontrastu poprzez jego podkreślenie (np. zwiększanie kontrastów metodą obrysowywania – klauzulizm), zostawmy to i weźmy tylko pod uwagę, że to zjawisko jest potwierdzone naukowo i logicznie umotywowane, obojętne czy zmiana jest gwałtowna czy płynna i pomaga nam ono pójść w obserwacjach, myśleniu i eksperymentach jeszcze dalej, dodam tylko, że prawa te dotyczą również niejednokrotnie obiektywnej rzekomo martwej bezdusznej optyki i efekty takie można zaobserwować nawet na zdjęciach z aparatów cyfrowych – wygląda na to, że stwierdzenie jakoby oko ludzkie podlegało innym prawom nie jest, co już podkreślałem prawdziwe, a już na pewno nie w stu procentach.

Kontrast symultaniczny.

Koło barwne Chevreula ukazuje (tendencyjnie), że różnica między dwoma kolorami jest najbardziej widoczna wtedy, gdy kolory te umieszczone zostaną blisko siebie. W połowie XIX wieku Eugene Chevreul zaprojektował takie koło, by precyzyjnie ukazać relacje zachodzące między barwami: te po niebieskiej stronie nazywane są odtąd barwami zimnymi i powiedziano też, iż wydają się oddalać; te po stronie czerwonej są odtąd nazywane ciepłymi i założono, że sprawiają wrażenie przybliżania się, a następnie reguły te wklejono do zasad akademizmu, jako wykładnię. Założono też, że kolory dopełniające znajdują się po przeciwległych stronach koła. Ja dodam, że nie należy rozpatrywać ludzkiego sposobu patrzenia w jeden sposób, czyli że człowiek patrzy na coś i np. patrzy punktowo, trzeba wziąć pod uwagę, że może patrzeć ogólnie na całą płaszczyznę jednocześnie tak jak aparat fotograficzny, a potrafi jeszcze człowiek patrzeć bardzo różnie, między innymi na płaszczyznę rzeczywistości w określonej odległości od oka, co wiąże się z najbardziej wysublimowanymi sposobami widzenia w Haloimpresjonizmie, o czym już pisałem. Wspominałem też, że dla wielu kolor przeciwny dla czerwonego, to po prostu niebieski, a nie zielony i że można te dwa kolory zrównoważyć pod względem jasności, co czyni ową słynną wibrację, o czym się mówi nie negując jednocześnie nobilitacji kolorów (jakoby) uzupełniających się, czyli tzw. komplementarnych.

Proszę porównać te uwagi z Teorią Haloimpresjonizmu.

TEORIA HALOIMPRESJONIZMU (Eryka Malera z roku 1987): w oku malarza obszar posiadający kolor i walor niezaprzeczalnie ma wpływ na sąsiedni obszar zmieniając go w sposób istotny. Transformacja przebiega w przeciwnym kierunku zarówno pod względem temperatury barwy, jak i pod względem waloru. Co oznacza, że detal otoczony jest kontrastującą w stosunku do niego otoczką, a kolejne następne halo, czyli poświaty powtarzają się rytmicznie i gasnąc stopniowo wraz z rosnącą odległością od tego detalu. Najlepsi malarze w najlepszym okresie życia dostrzegają nie tylko warstwy kontrastowe, walorowo i temperaturowo – położone w bok od przedmiotu, czy detalu, ale również dostrzegają warstwy położone pomiędzy przedmiotem, czy detalem, a okiem malarza i dotyczy to zarówno przestrzeni w rzeczywistości realnej, jak też przestrzeni na płaszczyźnie malarskiej. Oczywiście jak każda z wielu ogłoszonych już teorii malarstwa, nie da się ona zastosować bezwzględnie, ważne by ją rozumieć i stosować doraźnie, i to tak – by osiągnięty wtedy efekt malarski ją potwierdzał. Teoria Haloimpresjonizmu jest kontynuacją poszukiwań Impresjonizmu. Stąd nazwa nowego kierunku w sztuce: Haloimpresjonizm. (BARDZO PROSZĘ WYDRUKOWAĆ I KONIECZNIE WYPRÓBOWAĆ, bo Haloimpresjonizm jest dla wszystkich – Eryk Maler)

Kwestię kolorów komplementarnych rozpatrywałem już dawniej, ale powróćmy do ogólnych w tej kwestii wniosków – że koło barw jest tylko założeniem, próbą uporządkowania mechanizmów optycznych, które nie są jak wszyscy wiemy ściśle usystematyzowane w sposób sprawdzalny i obliczalny, a każde różne oko, czy nawet każdy różny zestaw optyczny, nawet w tych samych warunkach widzi nieco inaczej, dlatego zasadę kontrastów barw komplementarnych nazywać będziemy nadal teorią, co nie umniejsza jej znaczenia w dziedzinie tłumaczenia zależności i korzystnej dla wszystkich siły sugestii wmawiania im, że jest właśnie tak jak ona mówi, bo to pewien istotny etap rozwoju myślenia o malarstwie w sposób analityczny.
Powtórzmy za Neoimpresjonistami przez nich odkryte ważne ogólniki.
Kolor lokalny – to kolor przedmiotu w białym świetle lub z bliska – tak jest i dziś.
Można go rozbić na zestaw barw teoretycznie czystych, co z odległości będzie tym samym, a z bliska ubarwi i doda złożoności, a u mistrzów bywa, że nawet rozjaśni (sprawdzone), czyli zwiększy świetlistość malarskiej powierzchni. U Claude Moneta mówiono nawet o wrażeniu stereoskopii, a swego czasu moje kolorowe haloabstrakcje (1988) z cyklu „ja człowiek” rozjaśniły ciemną salę, bo salę o białych ścianach, pozornie jest to wbrew logice.
Zatem – część światła pochłania przedmiot, ale to mało istotne. Ważne, że część odbija i powstaje w pewnej odległości, jak już Neoimpresjoniści zauważyli jedna ( u Nich) otoczka o barwie przedmiotu, a w Haloimpresjonizmie w konsekwencji tego, że poszedł dalej w swej obserwacji natury – wiele otoczek, wiele refleksów świetlnych, barwnych i cieniowych nawzajem przeciwnych i stopniowo gasnących. Pomiędzy otoczką powtórzenia krawędzi przedmiotu, a przedmiotem wg Neoimpresjonistów jest konkretnie – warstwa koloru dopełniającego, a wg zasad Haloimpresjonizmu konkretnie – warstwa waloru i koloru przeciwnego postrzeganego przez każde oko i nawet optykę nieco inaczej i wg Haloimpresjonizmu jest to pierwsza zaledwie warstwa, bo za nią oko szczególnie wrażliwe lub martwy subtelny (nawet!, a to nadaje już zjawisku charakter uniwersum w kosmosie) zestaw optyczny odkryje ( a logika wysnuje wniosek, konieczności ich istnienia) odkryją, zatem wszystkie te czynniki istnienie następnych naprzemiennych walorowo i temperaturowo barw. Prekursorzy Haloimpresjonizmu w rodzaju Vincenta van Gogha (Gwieździsta noc), czy nawet naszego Witkacego (portrety w Zakopanem) dostrzegli to i przekazali w swoich obrazach, czasem w sposób uproszczony, ale konkretny i niepodlegający możliwości zakwestionowania.
Neoimpresjonizm w swym barwnym dywizjonizmie, punktatorskim pointylizmie wspominał już o możliwości zmiany rozmiaru plamy, a gdy w Haloimpresjonizmie plamy te zobaczymy wielkie i rozrzucone, jako refleksy świetlno kolorystyczne i szerokie i wyraźne i mnogie, rozmieszczone ponad detalem, ponad tematem obrazu (a często sprawdza się tu akt) wtedy unaoczniają one cechy odróżniające i generalne na początku nowej drogi, cechy Haloimpresjonizmu już, jego kierunek rozwoju i jego siłę działania, jako nowszej odmiany kompozycji od niezbędnych poprzednich, by ten model mógł zaistnieć i obecnie stać się zrozumiały lub tylko stopniowo stawać się choćby intuicyjnie pożądanym dla odbiorców sztuki.
Powróćmy do tego, co pozostało po Impresjonizmie.
Opinie po naocznych konfrontacjach z prawdziwymi obrazami Impresjonistów często są krytyczne, bywały i są, podkreśla się brak czystości w rodzaju częstego zbrudzenia farb ( to dowód na pożądliwość tej czystości u współczesnych), występowanie oklapłych kolorów, występowanie silnego rozbielenia graniczącego ze zmianą typowych olejnych farb w kierunku odchudzonych lub nawet graniczących z temperą lub będących nawet już samą jakby albo faktyczną werniksowaną temperą. Cel jednak uświęca środki, a użycie odpowiednich dla danego celu jest zawsze słuszne i celowe, ale warto o tym wspomnieć, gdy inni mówią tylko o rozjaśnieniu palety i o typowo olejnej palecie.
Nieufność, co do oryginałów i rzekomych oryginałów pozostała, podkreślałem zawsze wagę nie podrabialnych certyfikatów w związku z tym i nadal podkreślam. Prawdziwe, a jednak wątpliwe jakby dla wielu oryginały impresjonistów wiszą obecnie nadal wielokrotnie w niedopasowanych, i jakby nadal tymczasowych ramach i są bardziej oświetlone i dostępne odległościowo dla widzów w muzeach zachodu niż polscy mistrzowie w muzeach polskich, gdzie dystans od widza zwielokrotniono, a światło przyciemniono i zabroniono fotografowania nawet bez flesza (co na zachodzie słusznie rzadkie i słusznie niepożądane).
Wielu czuje się w konfrontacji z oryginałami impresjonizmu zawiedzionymi w związku z ich niedoskonałością techniczną, co jakoby tak się zawsze mówi (jakość sztuki jednak nie ulega zmianie w czasie) mają nadrobić (zawsze) mistrzowie przyszłości ( nie tego więc oczekujmy), zarzuca się też, że syntezę impresjonizmu można by otrzymać tylko łącząc wiele detali z różnych impresjonistycznych najlepszych obrazów w jednym genialnym, który wtedy by powstał i był dopiero tym oczekiwanym. Muszę przypomnieć zatem, że to samo dotyczy każdego malarstwa, malarstwa każdej epoki i odczuwalne jest choćby u Velázqueza przechodząc od obrazu do obrazu, a mając do czynienia z silnie działającym posmakiem legendy pozostajemy w końcu – zawsze – nienasyceni.
Sztuka jest dążeniem nie efektem i o tym musimy pamiętać, by zrozumieć zależność, patrząc na obrazy Leona Wyczółkowskiego patrzymy na nie poprzez całokształt jego twórczości, nawet nie widząc rybaków, czy poławiaczy raków, orek na Ukrainie i kopań buraków – widzimy te obrazy.
Trzeba jeszcze przypominać, że malarze ulegają marszandom i szereg obrazów nie nazbyt górnolotnych za to dopracowanych, a przez to skończonych w rozumieniu tamtejszej klienteli i wtedy bardziej komercyjnych na amerykańskim chyba szczególnie rynku stopniowo traci swą rangę na rzecz tych powstałych z autentycznej niesterowanej potrzeby nawet obfitujących lub wyposażonych odrobinę w pewne jakoby wtedy – ich wady.
Jeśli malarz miałby zająć się szczególnie czystością barw i bezbłędnością przekazu byłby bardziej mechaniczny niż ludzki i uczuciowy, co prawdziwi koneserzy są w stanie odróżnić. Od razu stają mi tu przed oczyma „niedokończone” i na szczęście wszystkie portrety naszego Piotra Michałowskiego, a o ileż cenniejsze od tych dokończonych, bezdyskusyjnie, co tłumaczy istotę sztuki i autentycznie właściwe jej klasyfikowanie.
Impresjonizm dziś jest już układny, szykowny i elegancki i jest taki na pewno, w nowoczesnych mieszkaniach (współczesny lub kopie) dodaje sterylnym ścianom uroku, często białym, dodaje wielkiej i pożądanej organiczności i nie przyciemnia pomieszczeń, a wręcz je rozjaśnia, przypomina o naturze, przyrodzie, wsi, polach słońcu, pogodzie lub pięknej niepogodzie. Powróćmy do tego, jak widzieli go oportuniści – a widzieli go, jako malarstwo zwyrodniałe wykonane przez tych, co postradali zmysły. Nie tak dawno, gdy namalowałem pierwsze „N- Halo”, martwą naturę, zarzucono mi dosłownie – raka mózgu, zrobił to malarz (obecnie realizm), obraz ten w ciągu dwóch lat jednak się sprzedał, znalazł odbiorcę, mój śmiały i haloimpresjonistyczny akt Alfa- 01 ukazujący kobietę od innej strony nie potocznej, budzący czasem drwiny nawet wśród malarzy – jednak w ciągu ok. dwóch lat też się sprzedał i tym razem odbiorcą był prawdziwy koneser. Celowo zahaczam tu o porównania i analizy socjologiczne, bo były one istotne również w czasie ekspansji Impresjonizmu.
Wspomina się zahaczając o tę socjologię, że mimo ataków pewnych ugrupowań inne asymilują stopniowo nowe sposoby wyrażania i tak jest. Mamy 21 wiek jestem obecny na wystawie wspólnej, dwóch znakomitych malarzy – malarek – Kobiet – Renaty Brzozowskiej i Renaty Domagalskiej – Zielona Góra (ul. Fabryczna), nagle przez mikrofon pada: zarzut „A dlaczego wasze obrazy są tak podobne w swej konwencji?” – jestem obok i ja wiem, ale inni nie – „odpowiedź brzmi: ” bo jest to wystawa dwóch malarzy, (malarek) Nowego Kierunku w Sztuce i jest nim: HALOIMPRESJONIZM. Dopóki nie nauczymy się odpowiadać w ten sposób, a obie malarki zostały o tym fakcie powiadomione, dopóty pytanie takie pozostanie zawsze w powietrzu i to pozostanie, jako: zarzut! Podczas gdy jest to pytanie – niezwykłym pytaniem, a odpowiedź jest równie – niezwykła. Sztuka jest motorem rozwoju, zatem jest potrzebna, a postęp w niej i nowe poszukiwania są stałym perpetuum mobile jej znaczenia w ogóle, dlatego powtórzę malujcie Haloimpresjonizm, podpisujcie: Haloimpresjonizm, dowiedzcie się o Nim więcej, bo to służy nam wszystkim, to udowodnione, nie bagatelizujcie znaczenia sztuki, znaczenia malarstwa, inaczej chłód i sterylna zimna zbyt często rzeczywistość otoczy was jeszcze szczelniej i udusi, jako człowieka, człowieka w dobrym tego słowa znaczeniu. Kończę przepraszając za błędy w tekstach, bo są to jednak faktycznie teksty – prosto z placu boju, pisane zawsze w pośpiechu i na gorąco, również boju o nazwę, i o to głównie by była ona powszechnie znana. Ta nazwa to: Haloimpresjonizm.
I ta nowa sztuka, a głównie występująca, jako malarstwo, ale nie tylko – jest dla wszystkich! – Eryk Maler 2009-11-18

, , , , , , , ,

Ten wpis został dodany przez:

- napisał 9 artykułów na www.Malago.pl – Twoje centrum malarstwa.


Profil autora

Oceń ten wpis:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 głosów, średnia: 5,00 na 5)
Loading...

4 komentarze dla “Haloimpresjonizm, a Impresjonizm oraz zjawisko Kontrastu Symultanicznego – dziś.”

  1. Paweł napisał:

    dla mnie za mądre chyba

  2. Paweł napisał:

    No brak słów… najbliżej piekna jest przyjemność i zaspakajanie ciekawości… np.:Rilke twierdzi,iż piękno jest początkiem przerażenia,a Valery powiada,że piękno odbiera nadzieję…
    (Jan Tomkowski „Poeta i cierpienie…”art.w mies.”Odra”nr12/2009)
    Obie te definicje trudno uczynić fundamentem jakiejkolwiek estetyki…
    Można być oczywiscie „artystą osobnym”,jak przedstawia to Dorota Mieszek w artykule „Sztuka jest pięknym tłumaczem” we wspomnianym wyżej magazynie…
    Wszystko w sztuce jest dozwolone,ale owo dozwolenie ma promować przejrzystość, której sedno nie mieści się w piramidalnym definiowaniu i ustalaniu,co dla odbiorcy jest obojętnym a zamykajacym się w słowach C.K.Norwida: „…praca do pracy…”itd.,natomiast dla innego twórcy teoretyczne wywody „osobnego twórcy-prekursora”,są nudne i pozostawia ów twórca te wywody „twórcy osobnemu”,który stworzywszy sobie problem niech go sobie toczy niczym skarabeusz swą kulkę…

  3. Paweł napisał:

    Trzeba położyć nacisk: na kulturę tego ważnego portalu, prosić o nią wszystkich, stale, i powracać do tego, na porządku dziennym powinno być przepraszam i dziękuję i to szczere. Tylko szczere.
    Przepraszam, więc za każdą mą – „impulsywność chwili”, i dziękuję, wszystkim, ZA TO, ŻE – SĄ i malują swe życie. eryk maler 2010-01-16


Trackbacks/Pingbacks

  1. […] Paweł пишет: Impresjonizm dla nas współczesnych, to plamki, ciapki przecinki i nie łączymy tego w pierwszej chwili z jego znaczeniem pierwotnym, czyli ulotnością wizji, wrażeniowością, obrazowaniem malarskim samego tylko pierwszego wrażenia … […]

Dodaj komentarz

*