Edward Siekierzyński – Oczywiste oczywistości, a uprawianie sztuki wyższej.

czw, Paź 8, 2009

Ludzie

Społeczne uświadamianie o podstępności oczywistych oczywistości cywilizacyjnych i dawanie im odporu przez kultywowanie sztuki wyższej, mającej nadać życiu logiczny sens, czyli obsesje wieku dojrzałego fizycznie i  dojrzałego inaczej emocjonalnie – jak pielęgnować w sobie naturę dziwiącego się budująco dziecka.

Myślę, że może warto pochylić się nad zagadnieniem: dlaczego artyści, w większości, są hołubieni przez społeczeństwo i imponują przeważnie nieartystom?…

Są oczywiście znane przypadki, że nieartyści są nastawieni wręcz wrogo do artystów, głosząc hasło: niech szczezną artyści! Takie poglądy można zauważać u pewnych jednostek w całkowitym przekroju społeczeństwa i w tych razach twórcy są postrzegani, jako ludzie wyobcowani społecznie, dewianci, a głównie alkoholicy.

Obserwuję to zjawisko w aspekcie socjologicznym już od dawna i dywaguję szukając klucza do takiej ogólnoludzkiej postawy, głównie tej, gdzie artyści są postrzegani w pozytywnym świetle!

Kręgi społeczne, które eksponują negatywne strony ludzi przedstawiających w sposób materialny swoje przygody ze sobą, gdzie szukają samorealizacji w pojmowaniu prawdziwego spełnienia siebie w uprawianiu sztuk pięknych, a sposób ten uważają za przyjazny, bądź kontestacyjny społecznie, otóż owe kręgi, drążące w sposób wielce uszczypliwy naturę twórców, przesiąknięte są przeważnie doktryną konfesyjną, bądź nacjonalistyczną, które to (doktryny) w każdym z tych przykładów preferują u swych zwolenników noszenie, zwyczajowo w tych kręgach, końskich okularów, w których postrzega się jedynie słuszny kierunek!

Czasami można wnioskować i to bez emocjonalnych uniesień, że istota człowieczeństwa dąży swym jestestwem do piękna, czy wręcz, do tajemniczego piękna i tam czuje swe psychiczne schronienie, swe refugium

Ośmielam się też zaryzykować twierdzenie, że poszukiwanie piękna daje również szczęście, nawet gdy się piękna nie znajduje takiego, o jakim pierwej się myślało, bo tu ważnym jest by dążyć… a to co się znajdzie po drodze dopinguje tylko by znaleźć coś piękniejszego!…

Nie uważam tego za zarozumialstwo, czy zachłanność by dążyć do wyróżnienia się na arenie, ale do tego by poczuć, że się jest!

Tajemnica piękna, jest czasem w swej postaci ogólnie nie do rozwikłania, na przykład w pytaniu: co twórca w tym dziele miał na myśli? Zwracając się w stronę Renesansu, szpikowanie sztuki tajemnicą było powszednie np. twórczość Leonardo da Vinci…

W obrazach, choćby późniejszych nieco twórców niderlandzkich, były umieszczane pewne formy malarskie, których wprost nie można było zauważyć, a które były ponitą danego dzieła – można było te ukryte obrazy zobaczyć oglądając obraz podstawowy pod pewnym kątem, lub w kulistym, lub walcowym zwierciadle ustawionych w odpowiednim miejscu na, lub przed obrazem…

Po co to robiono… ano wydaje się, że po to, by zaznaczyć, że uprawianie sztuki jest czymś tajemnym, ezoterycznym właśnie, czymś przez co można kontaktować się ze światami wprost niewidzialnymi! Prawda, że taka idea jest pociągająca nawet w czasach obecnych?…

Jest więc uprawianie sztuki czymś elitarnym i tak chyba już pozostanie, natomiast społeczne postrzeganie pozostałych, lub zaznaczając to ostrzej –  wyalienowanych, zajmujących się właśnie twórczością, ma dość specyficzny wymiar, który niejednokrotnie w przeszłości dalszej, czy bliższej zależał od koniunktury, którą urabiali przywódcy społeczeństw.

Koniunktury te w samej rzeczy nie były atrakcyjne dla twórców pod względem ich rozwoju w dziedzinach poznania siebie i istoty niezawoalowanego przez koniunkturalizm świata…

Z reguły wiadomo, iż rzadkością jest, by przywódcy społeczeństw na niwie konfesyjnej, czy stricte politycznej, mieli wyrobiony gust estetyczny w takim stopniu, jak nawet uznawani przez nich twórcy. Jest to zjawisko rozpoznawalne po dziś dzień! Wiadomo wszakże, iż: de gustibus et coloribus non est disputandum (o upodobania i kolory nie należy się spierać).

Coś ma być ładne, to coś zamówione przez aspirującego do wyżyn społecznych zleceniodawcę… a jak ma to być ładne!?…

I tu właśnie jest ten odwieczny konflikt między twórcą a odbiorcą i wibruje w tym konflikcie tajemnica oddziaływania na odbiorcę formą i kolorem, i teraz – jeżeli twórca chce się przymilić odbiorcy, który swój smak estetyczny ma przeważnie wykształcony na… nazwę to – brykami, otóż, gdy mając ów smak wykształcony na takich brykach podawanych przez media, chce ten odbiorca dążyć do posiadania właśnie takiego czegoś ładnego, twórca staje się odtwórcą, co jest bardzo ciekawym zajęciem kształcącym technikę, ale tylko do pewnego wieku…

Jeżeli nie dojrzy się tej wiekowej cezury pozostaje się już po wsze czasy swej sprawności odtwórcą okolicznościowym – rzeźbiarz ze swym –  jakby na to nie patrzeć – dobrym warsztatem, pozostaje rzeźbiarzem portretowym i… np. zwierząt, bądź rzeźbiącym formy sakralne…

Autor takich dzieł może trwać do końca w uważaniu siebie za twórcę, choć w jego dziełach może być zawarty pierwiastek artyzmu… zależy jak na to patrzeć… bo czymże jest artyzm, czy artyzm to biegłość w zawodzie?… stoczniowcy są takimi samymi twórcami i kowale też, murarze też, ale już architekci – nie!

I właśnie prawdziwy twórca jest architektem swej duszy, swego niepowtarzalnego wnętrza, z którego większość nowobogackich, którzy w porywie zamiaru odwzorowania jakichś swoich sennych majaków i chęci uwiedzenia nimi gości ich odwiedzających w interesach, chcą zrobić artystyczny kompakt na swe upodobanie machając artyście przed oczami plikiem mamony.

Pewnie, że nie jeden się złamał, bo potrzebował na lekarstwa, albo… na… odbezpieczanie swych porywów twórczych… to sprawa sumienia i indywidualnego podejścia – być, czy mieć??…

Jak to więc jest z tą tajemnicą twórczości, jak można do niej w prawdzie podchodzić?… Trudno ją rozwikłać… jej sednem wydaje się, że jest nudne dobro i pozytywne zadziwienie odbiorcy jakim by on nie był czy był… i może dlatego jest sporo zła, tak atrakcyjnego dla mediów…

Lecz ciągle można pocieszać się tym, że: nie wszystko jest takie, jakim się nam wydajeCzasem wydaje się, że to zło właśnie, a nie idylla otwiera przed twórcą takie obszary, gdzie jego wypowiedź jest bardziej trafna w sprawie dobra…

Są pewne paradoksy: zło wabi dobrem… dobro jest zrozumiałe przez zło… Czy wiec hipotetyczna eliminacja zła sprowadziła by dobro do niebytu!?…

Zarysowała się tu drżąca hipoteza, iż obraz, czy rzeźba potrafią emanować nie do końca poznaną energię poza swą fizyczną formą i uzdrawiać, bądź niszczyć, czy to autora dzieła, czy jego otoczenie…

Jeżeli więc zło jest bardziej medialne, zwróciłbym się tu w stronę ciężkiego, dusznego, zda się, przepełnionego słodkawo-mdlącą wonią rozkładających się i egzotycznie kalekich ciał, jakie w swym demonicznym malarstwie przedstawiał Zdzisław Beksiński…

Arymaniczna wprost atmosfera jego obrazów może wydać się, że wyszła z ram i poczyniła śmiertelne spustoszenie wokół tego artysty, by w końcu i jego samego zniszczyć…

Inaczej swą tajemnicę przedstawiają, tworząc w nurcie realizmu magicznego Sętowski, Yerka, Waniek, Olbiński czy Siudmak, w krąg magii rubasznej zaliczyłbym Jacka Pałuchę; inne magiczne światy przedstawia Eidrigevicius, choć jest tam więcej smutku i zagadki niż w twórczości Yerki czy Sętowskiego, to jednak nie wionie z nich ściskająca za gardło energia…

Swego czasu byłem entuzjastą twórczości Z. Beksińskiego… do momentu, gdy oglądając albumy z jego malarstwem nie poczułem takich wrażeń, jak tu wyżej je określiłem, plus przygnębienie tajemniczym, mrocznym światłem, które mrocznie może się nawet przyśnić…

***

Są też obrazy otoczone kultem, nazywane są cudownymi… i naprawdę czynią cuda… Dlaczego tak jest?… To jest też częścią owej tajemnicy, o której tu już wspominałem… Trzeba jednak pamiętać, że każdy człowiek (i nie tylko) jest nosicielem i emanatorem pewnej subtelnej energii, którą może indukować w innej osobie (zwierzęciu) jak i przedmiocie (zwierzęta również mogą swą energię indukować w człowieku, choć wielu personom nie może się to w głowach pomieścić!)…

W obrazach kultowych owa energia jest zogniskowana przez umysły tłumnie te obrazy adorujące i następuje tu prawdopodobnie sprzężenie zwrotne działające na  ową subtelną wewnętrzną energię człowieka, czy zwierzęcia i ją odpowiednio przez to sprzężenie modulując, neutralizują tym samym energię nie będącą wypadkową, która ma wzmacniać pozytywną energię i tym samym aurę danej istoty…

Takie zjawisko występuje też niejednokrotnie w czasie meczów sportowych, gdzie kibice gospodarzy są tym dodatkowym w swej drużynie zawodnikiem, emanując ową energię dążą do zwycięstwa swych pupili – dość często to się sprawdza!…

I tu bym wziął pod uwagę mechanikę kwantową, której sedno jest właśnie czymś cudownym, nie będę tu na ten temat zbytnio pisał, można zgłębić to zagadnienie w publikacjach przedstawianych w internecie, w czasopismach takich jak, np.: „Świat nauki”, „Wiedza i życie”, czy w telewizyjnym kanale „Discovery science”→ „Czysta nauka”

Napomknę tylko, że mechanika kwantowa zakłada, co jest coraz bliższe pewności, że cząstki takie, jak atomy i fotony mogą znajdować się w tym samym momencie jednocześnie w kilku miejscach i… komunikować się ze sobą! Przebywanie to i komunikowanie się, jest jeszcze tym niepojętym cudem

***

A co może w odbiorcy indukować moja twórczość?… Nie wiem…

cacd

Jest więc tu problem, który kreują sami twórcy – samorealizacja twórcy nie zawsze jest przystająca do potrzeb realizacji odbiorcy… cóż, na tym polega wolna sztuka!

W czasie wernisażu wystawy mojego malarstwa i rzeźby –  „Morfy” w 2007 roku, usłyszałem od oglądających moje prace, że moim malarstwem powinni zainteresować się projektanci mody i wzorów na tkaninach, które mogą być użyte na zwiewne damskie kreacje…

Nawet mi to przez myśl nie przeszło, gdy tworzyłem na płótnie te botaniczne światy !…

Sztuka, która powstaje na zamówienie jest zdeformowana myślą zamawiającego –  a także już wtedy –  i twórcy pospołu… Jest w swych założeniach spowita narzuconym twórcy przez zindoktrynowanego już odbiorcę zestawem ideowych oczekiwań. Cenzurowanie sztuki przez zleceniodawcę, represyjnego przywódcę, terroryzującego własne społeczeństwo –  można by rzec, że na obszarze Europy środkowo-wschodniej przed II Wojną Światową i w niedługim okresie po –  było po prostu pewną roboczą manierą władz!…

W szerszym pojęciu, urobionym odbiorcą może być wystraszone przez swego przywódcę całe społeczeństwo. Sztuka na zamówienie społeczne zaczęła bardzo dobitnie funkcjonować w hitlerowskich Niemczech i sowieckiej Rosji i trwała jeszcze dość długo po śmierci Stalina, co tumaniło i polskich twórców, którzy zdawali tu egzamin ze swych umiejętności warsztatowych, lecz co do treści…

No cóż, socrealizm miał zagrzewać Naród do odbudowy zniszczeń wojennych i dlatego było zalecenie z KC: – malować posiedzenia egzekutyw partyjnych, przywódców partyjnych, industrialne pomniki nowych czasów, maszyny przy pracy i ludzi przy pracy, podkreślać równouprawnienie kobiet – kobieta-murarz, kobieta-traktorzysta(tka?)…          Dopiero słynna, Ogólnopolska Wystawa Młodej Plastyki pod hasłem „Przeciw wojnie – przeciw faszyzmowi” eksponowana

od VII do IX 1955 roku, w budynku słynnego Arsenału w Warszawie z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, wystawa, zwana później – „Arsenał”, przedstawiła twórczość ostatnich roczników i absolwentów szkół artystycznych i była protestem przeciw akademickim schematom realizmu (szczególnie socrealizmu) i estetyce postimpresjonistycznej, było to wtedy przełomowe wydarzenie w przemianach plastyki polskiej!…

Aż tu patrzę teraz(!), spoglądając na strony internetowe galerii, głównie amerykańskich, przedstawianych też przez „Agora Gallery” i widzę nagle, że realizm ze sporym muśnięciem właśnie soc znajduje renesans w USA(!) i zaczyna tam popadać niestety, czy stety w… banał!…

Czyżby w tym kraju, ostatnimi czasy rosło zapotrzebowanie na banał i kicz w iście amerykańskim stylu, to znaczy – robiony z wielkim, elegancko-cekinowo-błyskotliwym i multikolorowym rozmachem!?…

Tam, współcześnie –  jednak niestety –  mają swój początek wszystkie trendy – w sztuce też –  promieniujące potem na Europę, czy więc jesteśmy skazani na błyskotliwy banał, dla którego Pop-Art jest niedoścignioną klasyką i wprost ideałem??…

Nieodparcie czuję w tym syndrom naszych czasów – pośpiech, brak czasu na kontemplację sztuki, pośpiech coraz większy, wplatający się w kategorie wyścigu szczurów, zawodów łowców umysłów, owczego pędu i japońskiej śmierci z przepracowania – Karoshi.

Czyżby wkraczało nowe uzależnienie(?): zaprogramowana bezmyślność tylko dla wypranego z głębszych uczuć myślenia, zaprogramowanego li tylko dla globalnego zysku?…

Jakże zaczyna być to obce ludziom – mamutom romantyzmu, których przy galeryjnym zapoznawaniu się z malarstwem nie interesuje w pierwszym rzędzie jakość ram obrazu, oraz czy jego tonacja będzie pasować do tapety, a spontanicznie chłoną wzrokiem to wszystko czego, wydaje się, że postronni nie widzą na tej płaszczyźnie, która staje się płaszczyzną tylko pozorną… Każdy koneser sztuki chłonie ją na swój sposób…

***

I na koniec trochę z innej strony spojrzenie na sztukę, by dotarła pod strzechy, ale nie w formie znanej pod synonimem jelenia, tylko bardziej wymagającej… Otóż, pamiętam, że w czasach minionych dość łatwo były dostępne takie magazyny, jak „Projekt”, „Sztuka”… teraz jakoś znikły, może w ogóle się nie ukazują?… Przez pewien czas kupowałem magazyn „Modern art”, też znikł… zacząłem kupować „Sztuka.pl” do momentu, gdy magazyn kosztował 15.00zł, teraz ma dla mnie cenę zaporową w wysokości 20.00zł… że co(!?), że jest pismem elitarnym i elity mogą płacić taką cenę(!?)… – Co!? Nie ma kto dofinansować wydawnictwa, prawda(?), ot ból ogólnospołeczny?… –  Nie ból! I nie ogólnospołeczny – są ważniejsze sprawy! – już podkreślają decydenci…

–       Noooo peeeewnie(!), żartowałem tylko! – odpowiadam.

A co z  telewizją, którą i tak oglądam tylko okazjonalnie –  nie ma kanału, gdzie przedstawiane byłyby tylko filmy biograficzne i dokumentalne z życia twórców-artystów, nie mówiąc już o reportażach z wernisaży.

„TVP Kultura” nie spełnia moich oczekiwań gadającymi głowami i migawkami z wystaw plus filmy, o które mi chodzi, ale na nie trzeba tu polować!… – Och! Zaraz tam polować… – powie znawca – przecież są drukowane programy i można się zapoznać!

– Tak! – odpowiadam – tylko takie zapoznanie się nic mi nie daje, bowiem jestem okazjonalnym widzem i nie będę jechał do kogoś,

by zobaczyć film, który mnie interesuje, bo w swoim domu telewizji już od dawna (13lat) nie toleruję, co może być oczywistym obrazem moich odchyleń od normalności! Chodzi mi tu też o pewien system prezentowania filmów, tak jak to się dzieje w paśmie „Discovery” – cykliczne powtórki, wtedy sobie okazyjnie zapewne trafię, a w takim kanale o sztuce, na co bym trafił, to zapewne, był bym zadowolony!

Więcej można zobaczyć na kanale „Planete”, ale tu jest to wymieszane z publicystyką polityczną i etnologią, owszem, jest to też ciekawe, ale ja mam taką ideę, oczywiście z katalogu utopijnych, by był kanał o sztuce tak wypreparowany i emitowany od rana do późnej nocy, bym się okazyjnie w nim pławił, dotykając sfery zadowolenia dreszczowego na polu intelektualnym, niczym ta naga dama z obrazu Podkowińskiego „Szał uniesień”, wchodząca umysłem do sedna poznania tajemnej rozkoszy, również ze sztuką mającej wiele wspólnego!…

Ktoś, z telewizyjną, ekonomiczną głową na karku zaraz powie:

– Szanowny panie artysto, ile jeszcze osób, razem z panem będzie nam robiło oglądalność takich programów!? Dwadzieścia pięć tysięcy widzów okazjonalnie nas nie interesuje!…

Nie jestem pewien, ale kanały poświęcone tylko sztuce ma telewizja niemiecka i francuska… No cóż, może doczekamy tego i w rodzimej telewizji, choć przy obecnych zawirowaniach wokół tej instytucji, trzeba mieć w to wiarę nie tylko przenoszącą góry, ale wręcz całe kontynenty przenoszącą(!), tylko… skąd i dokąd!?…

Wiem, że oglądanie wystaw sztuki, albumów, katalogów, filmów o sztuce etc., zawsze inspiruje do własnej twórczości i nie musi to być koniecznie twórczość epigońska…

 

Edward Siekierzyński

14 IX 2009r.

Zapraszamy do Galerii Touch of Art – w naszej ofercie znajdziecie Państwo obrazy Edwarda Siekierzyńskiego -> kliknij

Ten wpis został dodany przez:

- napisał 43 artykułów na www.Malago.pl – Twoje centrum malarstwa.

Administrator serwisu www.malago.pl

Profil autora

Oceń ten wpis:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 głosów, średnia: 4,00 na 5)
Loading...

3 komentarze dla “Edward Siekierzyński – Oczywiste oczywistości, a uprawianie sztuki wyższej.”

  1. admin napisał:

    … a nie mówiłem!:)

  2. admin napisał:

    A czego Pan nie mówił Panie Maler ? Nie rozumiem ? Troszkę jaśniej …

  3. admin napisał:

    W HALO WSZYSTKO JEST JASNE, nie trzeba wyjaśniać już bardziej, ale.. ok po-prostu:) o wielu sprawach myślę podobnie jak Pan, zatem.. komitywa?:)


Dodaj komentarz

*