BÓL, ŚMIERĆ, ŻAL, TRAGEDIA, NIESZCZĘŚCIE, ROZPACZ, BEZNADZIEJA, STRACH, PANIKA, DUSZNOŚĆ ATMOSFERY PSYCHICZNEJ, WSZYSTKO POCHŁANIAJĄCA NICOŚĆ I BADANIA NAD TELOMERAMI W SZTUCE.

Od zarania ludzkości fascynowało uzdolnione elity – wszyscy się tym przecież nie parali – przedstawienie dramatu, bólu istnienia ludzkiego, poczynając od malowideł naskalnych (opis rysunkiem trudu zdobywania pożywienia, mordowanie zwierząt) po czasy nam współczesne…
Tragedia istnienia i nieistnienia i przeżywanie tego, uchwycone w obrazach Edvarda Muncha i Aleksandra Gierymskiego (tu reprodukcje „Krzyku” i „Chłopskiej trumny”), czy wielki strach przed otchłanią nieistnienia, gdzie preludium nieistnienia jest koszmarem zamieniającym się w chaos, który nicuje świat dostrzegalny w niebyt, jak przedstawiał to Zbigniew Beksiński, jest wielką potrzebą uchwycenia w sposób materialny na płaszczyźnie do oglądania dla innych… Po co!? Dlaczego!?…
Tę potrzebę, na krawędzi strachu i dewiacji psychicznych można rozpatrywać wielorako. Nie obejmę tu wszystkich możliwości sankcjonujących tę psychiczną potrzebę twórcy… Myślę, że katalizatorem jednej z potrzeb takich przedstawień jest okiełznanie strachu przed czymś nieuchronnym. Dotknięcie strachu, wtopienie się w swój strach, jak w sennym koszmarze, gdy wchodząc w strach, śniący staje się jego częścia, więc przestaje się bać, niczym chroniący sie przed deszczem zanurzając się w wodzie…
Strach przed nieznanym okiełznany na płaszczyźnie płótna, kartonu, płyty, czy w przestrzeni rzeźby (tu reprodukcja „Grupy Laokoona”), daje poczucie przezwyciężenia lęku, oczyszczenia się z lęku, czy… spełnienia się w lęku?… Są ludzie, którzy z lęku i cierpienia czerpią swą siłę przetrwania, są też tacy, którzy im bardziej smutni, tym bardziej weseli w spełnianiu się! Im więcej cierpienia jest wizualizowane, tym pełniejsze poczucie samorealizacji nie tylko artysty… są też nieartyści, którzy uważają, że strach, niepewność bytu, smutek, w końcu śmierć (czasy Byrona) wyzwala od… właśnie, od czego!?…
Wygląda na to, że od… siebie! Czy taka forma katharsis działa w podobny sposób na odbiorcę dzieła, które powstało by wyrazić ból, smutek i strach twórcy?… Czy działa uśmierzająco na rzeczywistość, przygnębiająco, czy pobudzająco? Cóż, rzeczywistość wyzuta z osobników myślących pozostaje jedną i nijaką, jeżeli jest taka, to jest w przewadze do wszystkiego innego i przytłacza wszystko inne…
Osobnik myślący, w rzeczywistości nadaje już jej rangę swym jej odbiorem i swą w niej twórczością. Występujące w rzeczywistości nieszczęścia są – wskaźnikiem na szczęście i degradują obojętność oraz są nośnikami egzotyki dla odbiorcy, który nie został nieszczęściem dotknięty.
Obrazy artystów dotkniętych swym wewnętrznym nieszczęściem a przekazanym na obrazie są atrakcyjne dla szczęśliwych (jako tako) odbiorców… Jednak obraz przedstawiający nieszczęście i taką atmosferą promieniujący nie znajduje miejsca w mieszkaniach prywatnych, a raczej w muzeach, bądź w galeriach, gdzie prace sprzedawane są do muzeów sztuki. Niekiedy zdarza się jednak, że obrazy przedstawiające antyczne tragedie znajdują sie w domach ludzi aspirujących do bycia koneserami sztuki i są eksponowane w miejscach, które są dostępne pierwszym spojrzeniem dla gości tych domowników… a to z kolei jest smutne iż istnieją tacy ludzie… ale kogo ten smutek może przenikać!? Ogarnia i przenika on przede wszystkim tych, którzy mentalnie odbiegają od gospodarzy takich domów i tych, którzy uważając, że żyjąc w smutku nie zmierzają ku spełnieniu się w uprawianiu sztuki.
Inną sprawą jest istota istnienia człowieka i zrozumienie własnego sensu przez niego samego – częścią poszukiwania tego zrozumienia jest uprawianie sztuki… być może…
Jest nadzieja, że człowiek w tym wymiarze może stać się nieśmiertelnym… Tak można myśleć, skoro rozwijają się badania nad telomerami, dzięki którym komórki stały by się perpetuum mobile!…
Ile w tym wszystkim inspiracji by penetrować przestrzenie niedostępne powszednio i przedstawiać je na płaszczyźnie euklidesowej… Ile jeszcze wymiarów tu, nam artystom, nieznanych, niezrozumiałych?…
Mam wielką nadzieje, że człowiek nie pozna wszystkiego do końca, bowiem w tym braku poznania tkwi sedno fantazji, a ta napędza rozwój w najrozmaitszych dziedzinach – w uprawianiu sztuk pięknych też!…
Czy smutek, ból, śmierć mogą być znamionami porządku myśli by tworzyć piękno? Piękno, w pojęciu tej rzeczywistości, w której piszę te zdania?… Sprawę tę pozostawiam otwartą…

Edward Siekierzyński ; Szczecin; 27 kwietnia; 21:05

, , , , , , , ,

Ten wpis został dodany przez:

- napisał 186 artykułów na www.Malago.pl – Twoje centrum malarstwa.


Profil autora

Oceń ten wpis:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (Brak głosów)
Loading...

Dodaj komentarz

*